W nazwie jednej z dzielnic starego Grodna – „Nowy Świat” wiele się złączyło. Jest to zarówno zwykłe pragnienie szczęścia, jak i nieco naiwne przekonanie, że przeszłość można naprawić, przepisać na nowo, aby zacząć od zera, od początku. I oczywiście ironia: to jest nasz „Nowy Świat”, który może zmieścić się w kilku ulicach i zaułkach.
W przeciwieństwie do warszawskiej czy lwowskiej dzielnicy o tej samej nazwie, grodzieński Nowy Świat jest znacznie młodszy, choć pierwsze budynki pojawiły się tu pod koniec XVIII wieku. Prawdziwa historia Nowego Świata sięga 24 czerwca 1875 roku, kiedy te ziemie dawnego Klucza Stanisławowskiego zostały przyłączone do miasta. Później obszar ten stale się powiększa, powiększając się kosztem posiadłości majątku Druckich-Lubeckich, nabiera oryginalnych, niepowtarzalnych cech jednego, historycznego i kulturowego zespołu, łączącego różne trendy i style architektoniczne. Obok zespołu pałacowego Stanisławowa, który bezpośrednio łączy się z „Nowym Światem”, znajdują się ceglane budowle w stylu ceglanego eklektyzmu, wśród których można znaleźć piękne przykłady modernizmu lub neogotyku.
Po I wojnie światowej Nowy Świat stał się dzielnicą tzw. klasy średniej. Ale prawdziwy boom budowlany rozpoczął się tutaj po kryzysie początku lat 30. XX wieku. Wszędzie odnawiane są elewacje starych budynków, w parkach sadzi się drzewa, a wzdłuż ulic powstają nowe parki. Konstruktywizm i secesja stały się wówczas głównym stylem architektonicznym Grodna.
Konstruktywistyczne domy i miejskie wille były znakiem rozpoznawczym Nowego Światu w międzywojniu, a jej głównymi mieszkańcami byli inżynierowie, nauczyciele, urzędnicy, lekarze i wojskowi.
Jeśli dzisiejsza ulica Pierwszego Maja – dawne Aleje Jakowlewskie – to klasyczny przykład myśli urbanistycznej końca XIX wieku, to jakaś Ostrowska, czy Mickiewicza narodziły się już w wyniku pomieszania epok, nawet w różnych krajach. Dopiero na ulicy 17 września można znaleźć miejsce, w którym pierwotnie miała powstać letnia rezydencja Antoniego Tyzenhauza, którą później zastąpiła państwowa hurtownia wina, by kilkadziesiąt lat później powstały domy w stylu konstruktywizmu dla weteranów wojny polsko-sowieckiej. W jednym z tych domów mieszkał Jan Kochanowski – założyciel grodzieńskiego zoo, gorliwy badacz i obrońca przyrody swojej ojczyzny.
Dawna Północna – dzisiejsza Wałkowicza, powstała po zakupie gruntów przez władze miasta od książąt Druckich-Lubeckich. Wcześniej na tym miejscu pod koniec XVIII wieku. istniał zespół budynków koszar wojskowych. Główne historyczne budynki tutaj należą do okresu po pożarze 1885 – rozkwitu stylu eklektycznego. Do najciekawszych należą takie adresy, jak Wałkowicza, 1 – ostatni przytułek szkółki białoruskiej w Grodnie, nr 4 – dom, na którym znajduje się piękny żeliwny balkon od zakładu Wieczorka w Białymstoku, nr 5 a – „miasteczkowa” wersja eklektyzmu, gdzie jesienią 1941 r. mieszkał białoruski historyk Wacław Panucewicz.
Za prawdziwe muzeum grodzieńskiego graffiti można uznać kamienicę przy ulicy Wałkowicza 1 – dawna ulica Botaniczna – dom Gelsnera, gdzie przez dłuższy czas mieściły się koszary, szpital miejski, kilka szkół im. królowej Jadwigi, białoruska szkoła, Grodzieńska wieczorna Filia Mińskiego Technikum Politechnicznego, szkoła księgowości, szkoła nr 2, a nawet muzeum przyrody Stanisława Żywno!
Liczba napisów sięga tu kilkudziesięciu, jeśli nie więcej. Wykonane są różnymi narzędziami – ołówkiem, gwoździem, pisakiem i pokrywają prawie cały miniony wiek. I tu można przyporządkować kilka grup autora: wojskowych, uczniów, uczniów technikum i każda z nich miała oryginalny język, własny zestaw symboli i znaków. Wojskowi najczęściej pozostawiali termin służby i czas pozostały do demobilizacji. Powojenni absolwenci pozostawiali prawie całą listę klasy. Studenci –… był już pewien element gry, kiedy współczesnemu graffiti nadano charakter tekstu swoich poprzedników.
Wszystkie te napisy tworzą razem cały grodzieński palimpsest: «Здесь учился граф Уваров де Код… 24 августа 1909 года … казарме А. Казак. 1908 года октября 23 Андру… Witold z Wolkowysku dn. 24.V.1939 godz. 12 Łodz Неубауер 3. IV.1940 Skrzyustów dnia 1.VI.1938 1908 год служба в… Tadek Piatkewicz Вни… Сергей Червон.. в служб 1908… 1905 году осталось службы 192 дня… Седян… керж (?) унт
Przylegająca do Wałkowicza ulica Botaniczna, znana również jako Razdelnaja, Dzielna, Botaniczna, Kanzlerstr., powstała jako część dzielnicy Horodnica. Została wymyślona jako autostrada łącząca Plac Defilad (współczesny Plac Tyzenhauza) z mostem na Horadniczance w pobliżu karczmy „Raskosza”.
„Dla ciebie, przechodząc z zewnątrz, droga do prawdy jest ważniejsze.”
Grodzieński Nowy Świat czasami przypomina wyspę skarbów. I to dosłownie. Nad oknami drugiego piętra kamienicy Nahima Indurskiego przy ulicy Botanicznej 15 widnieją rzeźbione łacińskie litery TEPSIVA, które mogą być skrótem łacińskiego wyrażenia: „Dla ciebie, przechodząc z zewnątrz, droga do prawdy jest ważniejsze.” Jest inne wytłumaczenie, jakby napis pojawił się później, podczas remontu domu, kiedy budowniczowie żartobliwie umieszczali każdą literę jego imienia. W rzeczywistości tepsiva w tłumaczeniu z fińskiego oznacza… „dla mądrych”! Nawiasem mówiąc, inna legenda związana z tym domem głosi, że podczas remontu w starym piecu znaleziono tu skarb złotych monet, które następnie zniknęły bez śladu. Prawdopodobnie napis czekał na odbiorcę…
Kolejna ulica – Akademicka, została nazwana w 1931 roku na cześć szkół A. Tyzenhauza. Sama w sobie jest kompletnym pomnikiem historii. Akademicka nr 2 to dom Henryka Zamkowskiego, w którym wiosną 1920 roku działała Białoruska Centralna Rada Szkolna Grodzieńszczyzny. Akademicka № 13 to dom doktora K. Bieleckiego, który był opiekunem białoruskiego sierocińca w Grodnie, a w 1922 roku kandydował od Białorusinów w wyborach do Senatu. Akademicka № 15 – dom Zofii Zaryn. W latach 1924-1926 mieszkała tu polska pisarka Zofia Nałkowska z mężem Janem Gorzechowskim.
I oczywiście sam budynek kirchy, który przyciąga tak niezwykłą dla Grodna neogotycką architekturą, oraz sąsiadujący z nim budynek Akademicka Nr 7/1 – dom proboszcza. Jednym z najsłynniejszych proboszczy był, – nawiasem mówiąc zapalony filatelista, – pastor Oswald-Adolf Plamsch. Według historyka Józefa Jodkowskiego proboszcz sfałszował nawet jeden z bardzo rzadkich znaczków pocztowych wydawanych w Grodnie podczas I wojny światowej. Inni byli przekonani, że Plamsch był niemieckim szpiegiem…

To na „Nowym Świecie”, na skraju głównych szlaków turystycznych, w drewnianym domu na rogu ulicy Perszamajskiej, mieści się muzeum białoruskiego poety Maksima Bahdanowicza. Rodzina Bahgdanowiczów mieszkała w mieście bardzo krótko: tylko cztery lata – od 1892 do 1896 r. W tym czasie zmienili kilka adresów: zamieszkali w domu Maruszewskiego, Schmidta. Wynajmowali też pokoje w domu Ogulnika w Nowym Świecie. Teraz nie ma sensu mówić, czy to ten dom, czy nie, ponieważ najważniejsze jest samo muzeum i dziedzictwo Poety.
Dosłownie obok znajduje się tablica pamiątkowa ku czci Ryhora Szyrmy. To rzadki przypadek, kiedy białoruska postać znalazła swoje honorowe miejsce wśród grodzieńskich kamienic. Od czasu do czasu ktoś przynosi kwiaty pod tę pamiątkową tablicę. Czego chcieć więcej? Postać Ryhora Ramanowicza jest jednak także przykładem tego, jak w warunkach pseudobiałoruskiej sowieckiej państwowości prawdziwa białoruskość zamieniła się w pozbawioną twarzy scenerię. Wszystko, co cenne w życiu tego człowieka: jego działalność polityczna i kulturalno-oświatowa, namiętna propaganda kultury białoruskiej, bezinteresowna praca na rzecz oświaty białoruskiej – wszystko to zostało sprowadzone do poziomu śpiewu ludowego w „sowieckim Grodnie”.
Szymon Widgorczyk, były „sąsiad” rodziny Bahdanowiczów, może powalczyć o tytuł pierwszego grodzieńskiego łowcy haraczy, takiego miejscowy Benię Kryka, postać z odeskich opowieści Babla. Grodzieński „Benia” „trzymał” tutejszych furmanów i woziwodó, ponadto znany był z wizyt w drogich restauracjach. Szymon Widgorczyk zorganizował być może pierwszy w mieście turniej bokserski między mieszkańcami miasta a oficerami pułku wiackiego. Co prawda sam organizator został szybko skazany za nalot z bronią w ręku. Nie pozostał jednak długo za kratkami. Widgorczyk uciekł ze transportu i kilka lat później znalazł się w Palestynie, gdzie pokazał swoje talenty organizacyjne jako szef spółdzielni rolniczej. Tam zginął podczas zbrojnego starcia z Beduinami…
Na skrzyżowaniu Dzierżyńskiego – dawnej Sapiornej-Narutowicza, a 17 września – dawnej Krajniej, 11 listopada, jeszcze w 1895 r. według projektu inżyniera wojskowego generała dywizji Stalmana wybudowano kompleks koszar 4 Batalionu Saperów, obecnie lepiej znany jako budynek szpitala wojskowego. Ten budynek zawsze był używany przez wojsko. Żołnierze stoją na warcie pozostawili na cegłach swoje nazwiska i daty. Dlatego teraz od strony ulicy Dzierżyńskiego na cegłach jej murów można przeczytać autografy z tamtych czasów: „Рядовой Иван Нить, 1893”, „Jefrejtar Bolek z Gdyni, 1931”, „Jozaf Szafrański, 1934”, „1942 , Содыков А.П., II.1942 »…
Nieopodal, na ulicy 17 września, zachował się dom Fiedoruków. Leonid Fiedoruk, syn dyrektora miejscowej szkoły białoruskiej, siedmiokrotny reprezentant Polski na zawodach międzynarodowych, trzykrotny rekordzista, dwukrotny mistrz w rzucie dyskiem, trzykrotny wicemistrz, brązowy medalista mistrzostw w pchnięciu kulą . Został włączony do polskiej kadry olimpijskiej na Igrzyskach w Helsinkach, które nie miały szczęścia się odbyć. Przed II wojną światową Leonid ukończył szkołę czołgistów. Później wstąpił do armii Andersa i był porucznikiem w legendarnym Pułku Pancernym Skorpion. Uczestniczył w bitwach w Afryce i bitwie o Monte Cassino. Zginął podczas walk o „Linię gotów” i został pochowany na cmentarzu w Loreto. Jako prawdziwy bohater…

Przy obecnej ulicy Ostrowskiego uwielbiał trenować Witold Gerutto, międzywojenna legenda sportowa, którego publiczność podziwiała za osiągnięcia i różnorodność talentów. Urodził się w Harbinie, ukończył gimnazjum w Grodnie. Dziesięciobójca, rekordzista w pchnięciu kulą, srebrny medalista mistrzostw Europy, uczestnik Igrzysk Olimpijskich w Londynie, jeden z założycieli grodzieńskiej koszykówki, wydawał się tak niesamowity, że wśród kibiców zyskał przydomek Mefistofeles!
W latach 30. na ulicy Grandzickiej można było spotkać postać szczególną – wysoką, ubraną na czarno kobietę w średnim wieku, którą wszyscy nazywali Inspektorką. Ta chora psychicznie kobieta nie lubiła wszystkich innych spotykanych kobiet, których zaczynała głośno zazdrościć o męża, który właśnie służył jako inspektor w miejscowym urzędzie. Byli inni. Np. strażnik grodzieńskiego seminarium Sylwester, który przeznaczył prawie trzysta złotych na odrestaurowanie dawnego klasztoru bernardynek. „Każdy – pisał Józef Jodkowski – kto choć raz widział Sylwestra, potrafi naprawdę docenić głębię jego czynu”.
Mniej więcej w tym samym czasie w Grodnie mieszkał inny ekscentryk, którego wszyscy dookoła nazywali głupim Jankiem. Chodził po mieście boso, brudny, ubrany w podarte ubrania. Pewnego dnia, jak głosi miejscowa legenda, już po tym jak miasto odwiedzili bolszewicy Janek zwrócił uwagę młodej córki sowieckiego oficera, która przyjechała tu z rodziną z sowieckiego „raju”. Dziecko, widząc Jankę, oszołomiło się przez chwilę, po czym głośno i radośnie eksplodowało: „Tato, Tato, patrz, a tu też są kołchoźnicy!”. Później, według innej legendy, podczas deportacji miejscowej ludności polskiej przez Sowietów, Janek niby miał proroczą uwagę: „Wszyscy zostaną wywiezieni do 'Raju na Ziemi’”.
Za Niemców w mieście były tylko dwie szkoły – dla Volksdeutschów i mała białoruska. Nie można było się uczyć inaczej. Dlatego w mieście istniały tajne szkoły. Jedna z nich znajdowała się w domu pani Heleny Rożko przy dzisiejszej ulicy Watutina. Uczęszczało tam około dwunastu uczniów, a sama „szkoła” pracowała na trzy zmiany. W tym samym czasie jeden z uczniów stał „na czatach”, to znaczy obserwował, czy nie zbliża się patrol niemiecki. W razie zagrożenia dzieci uciekały na strych, gdzie ukrywały się pod dużą starą wanną i innymi dużymi starymi rzeczami.

Jednak marzeniom o hałaśliwych, szerokich alejach, obramowanych geometrycznie zweryfikowanymi, poprzecinanymi liniami ulic nie udało się ziścić. Ta część Grodna, od czasów, gdy bardzo blisko zaczynały się szerokie wiejskie pola, zachowała ledwo zauważalny cień peryferii miasta. Dziś „Nowy Świat” to obszar między ulicą Stanisławowską a starą częścią Gorkiego wzdłuż 17 września, Mickiewicza i Akademiczną.
Na każdej z jego ulic i zaułków żyje historia w swojej oryginalnej, codziennej formie. Nie ma tu nic drugorzędnego, ponieważ ten świat żyje w ciągłej, wciąż nienaruszonej harmonii.
Autor: Andrej Czarniakiewicz
